W swoich artykułach piszę między innymi na temat programów imigracyjnych, które nie są szerzej znane, a wielu osobom umożliwiają przyjazd do Kanady. Staram się też podważać różne mity, gdyż bardzo często wiedza na tematy imigracyjne jest przekazywana przez osoby niekompetentne. Przepisy zmieniają się na bieżąco i tylko osoba zajmująca się tymi sprawami na codzień jest kompetentna udzielać informacji. Nawołuję do rozsądku, wstrzemięźliwości, szczególnie jeśli ktoś „gwarantuje” nam załatwienie sprawy beznadziejnej, i do tego w rekordowo szybkim czasie. Oczywiście za ogromne pieniądze, tylko gotówką (i jak potem udowodnić, że zapłaciło się komuś taką sumę?).
A czasami wystarczy przecież zapytać się o nazwisko danej osoby (jak często w ogłoszeniach lub ulotkach w ogóle nie ma nazwiska, adresu, tylko telefon lub prywatny e-mail), adres biura, rekomendacje, ile czasu zajmuje się tymi sprawami. Konsultanta zawsze należy zapytać o numer licencji, który zawsze możemy zweryfikować w „Canadian Society of Immigration Consultants”.
Dzisiaj dla odmiany chciałam napisać parę słów o sprawach, które prowadziłam, często przez wiele lat, które wydawały się beznadziejne na początku, ale jednak przy odpowiedniej strategii, jak i postawie klientów, można było wygrać. Chcę pokazać, że jeśli daną sprawę prowadzi osoba kompetentna, a klient wykonuje zalecenia, nawet sprawy beznadziejne można wygrać. I to nie jest wcale żaden wyjątek. Ani cud. Po prostu ciężka praca zarówno konsultanta, jak i klienta.
Pan Stanisław pracował w Kanadzie nielegalnie. Do tego ożenił się z osobą, która również pracowała i przebywała w Kanadzie nielegalnie. Jego skarga uchodźcza została odrzucona, i groziła mu deportacja. Sytuacja praktycznie beznadziejna. Pan Stanislaw nie chciał się jednak poddać, i bardzo zależało mu na pozostaniu w Kanadzie. Złożyliśmy aplikacje humanitarną. Pan Stanislaw nie czekał jednak bezczynnie na decyzję, tylko działał, zgodnie z moimi wskazówkami. Otworzył nieźle prosperujący biznes i zaczął płacić podatki. Wsiąkł w społeczeństwo kanadyjskie, co zostało odpowiednio przeze mnie pokazane i udowodnione. I nie chodziło tu tylko o zaświadczenie o przynależności do parafii. Proszę mnie nie zrozumieć źle, ale w tym przypadku nie o to tutaj chodzi.
Pan Stanisław, pomimo nieuregulowanej sytuacji i niepewnej przyszłości, postanowił z żoną mieć dzieci. Małżeństwo to zaczęło funkcjonować jak każda normalna kanadyjska rodzina, z tą różnicą, że nie byli oni jeszcze rezydentami Kanady. I urzędnicy to docenili. Mimo że pan Stanislaw czekał na „papiery”, czyli na pobyt stały około 6 lat, to jednak dzięki swojej aktywności i ciężkiej pracy, jak i profesjonalnemu prowadzeniu całej sprawy, osiągnął w końcu zamierzony cel.
Cała sprawa była tak przygotowana, żeby urzędnicy nie mieli wątpliwości, jaką decyzję podjąć. Niestety wiele osób szuka dróg na skrót, próbuje przesyłać jakieś podrobione dokumenty, opinie z pracy, itp. A urzędnicy konsekwentnie sprawdzają wszystkie dokumenty, i każda taka wpadka oznacza praktycznie koniec danej sprawy i konsekwencje na wiele lat. Wiele osób próbuje udowodnić swoje związki z Kanadą, a nie przyznają się, że pracują tutaj nielegalnie. Jak więc chcą przekonać urzędnika, że są i będą w stanie ustabilizować się i funkcjonować w Kanadzie, skoro przyznają oficjalnie, że nie pracują. Jeśli nie wiemy, co będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem, zapytajmy kogoś, kto wie i kto ma kwalifikacje, żeby takiej informacji nam udzielić.
Nie można tylko liczyć na cuda, albo na amestię, która cały czas czai się gdzieś za rogiem, ale tak naprawdę jej nie widać. Rzeczywiście w ostatnim czasie Liberałowie pracowali nad tym tematem, ale upadek ich rządu przekreślił te plany. Jeśli nie mamy założonej żadnej aplikacji, to na pewno pobytu nie uzyskamy. Ale można sprawę budować, spełniać warunki, stwarzać przesłanki, bo takie sprawy ciągną się latami. Tylko że musi się to odbywać pod okiem osoby, która nie uczy się na błędach, tylko takiej, która ma kompetencje i takich spraw miała już dziesiątki.
Z doświadczenia wiem, że wiele osób, którym naprawdę na tym zależy, jest w stanie ułożyć sobie życie. Wiele osób, które przebywa tutaj nielegalnie, z czasem poznaje partnerów, z którymi chcą się związać. Ich sprawy toczą się swoim torem. Ponieważ mają założone sprawy, nie muszą obawiać się aresztowania, i w zasadzie mogą spokojnie pracować. Nikt ich raczej nie będzie ścigał. Wiele spraw, które prowadzę, właśnie tak się kończy. Według obecnych przepisów w większości przypadków współmałżonek, posiadający przynajmniej pobyt stały, może sponsorować swojego partnera. Tutaj też niestety zdarzają się odmowy, bo często aplikacje są bardzo niestarannie przygotowane i zdziwieni klienci zgłaszają się wtedy do mnie z pytaniem dlaczego, no bo przecież wypisałem druki. Nie wspominając już o różnych skazaniach karnych, które wychodzą w trakcie, ale to już inny temat.
Oczywiście zawsze trzeba liczyć się z konsekwencjami ujawnienia. Żaden uczciwy konsultant nie da nam gwarancji, że dana sprawa skończy się pozytywnie. Ale pamiętajmy też, że przebywając w Kanadzie nielegalnie też ponosimy ryzyko. Czasami sama jestem przerażona, jaka cenę ludzie płacą za takie ryzyko: są to zwykle różnego rodzaju depresje. Muszę często kierować klientów do psychologa.
W razie wpadki (bardzo często dzieje się to w momencie aresztowania za jazdę samochodem w stanie nietrzeźwym) groźba deportacji jest praktycznie nieuchronna, w dodatku w takim przypadku często nie ma nawet możliwości zabrać swoich rzeczy. Bądźmy więc świadomi wszystkich konsekwencji, jak i możliwości, które mamy w danym momencie. Proszę też pamiętać, że konsultant jest od tego, żeby doradzać, prowadzić, i przy zaangażowaniu klienta jest w stanie bardzo często poprawić szanse, choć może to potrwać niekiedy kilka lat.
Maria Krajewska
Doradca Imigracyjny
Członek Stowarzyszenia Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych
(Canadian Society of Immigration Consultants, http://www.csic-scci.ca/)
Numer licencji MO41425, Full Member
Tel. (416) 545-1777
e-mail: maria@krajewska.com
www.krajewska.com